Odcinam się grubą czerwoną krechą od wszystkiego, co było.
Zaczynam żyć, pisać i oglądać rzeczywistość z zupełnie innej perspektywy.
Od zewnątrz nic się nie zmieniło.
Ale od środka zmienia się aktualnie chyba. Coś.
Dziś zjadłam śledzie w oleju i z cebulką, pić mi się chce jak diabli.
Chciałabym napisać: Pić mi się che jak skurwysyn, ale sama przed sobą chcę udawać panienkę z dobrego domu. Albo chcę być kobietą z klasą.
Ale pytanie jest takie: czy kobieta z klasą nie może mieć zachcianek?
Czy nie może jej łeb napierdalać?
I czy nie może jej się czasem coś absolutnie popierdolić?
I to właśnie tymi słowami?
Przecież kobieta z klasą wydaje się być nią niezależnie od słownictwa, którego używa stosownie do okoliczności.
Bo jest kim jest.
I nie zmieni tego jedno czy dwa przekleństwa.
Poza tym chce jej się pić jak skurwysyn, a nie chce jej się pić ot tak troszkę.
Wczoraj leciał jakiś film amerykański, tłumaczenie z początków lat osiemdziesiątych, jeśli się nie mylę J.I.Jane z Demi Moor.
Film o wojsku, brutalny i obrzydliwie realistyczny.
Leci fuck za fuckiem, a oni tłumaczą: "a niech to dunder świśnie!" czy coś w tym stylu.
Ja rozumiem, że to była bodajże telewizja publiczna, ale jakaś wierność tłumaczenia i realia powinny być przecież zachowane do cholery!
No więc ja będę wierna swojemu wewnętrznemu słownikowi i powiem tak, jak czuję: że mi się pić chce jak już powiedziałam powyżej.
Po wszystkim napiłam się lampkę białego wytrawnego wina.
A od tego jeszcze bardziej mi się pić chce.
Ale o czym to ja pisałam.
Aha, o kobiecie z klasą.
Co by zrobiła kobieta z klasą, gdyby chciała czasem opowiedzieć o sobie z samego wnętrza i z samej wątroby, bez cenzury, ale nie tak, że do ściany, do siebie, czy co gorsza do kieliszka.
Kobieta, która nie lubi pić, ale za to lubi czasem się dość głęboko sobie przyjrzeć, zajrzeć w meandry swojego jestestwa, napatrzeć i namyśleć się głęboko, czym i kim jest.
Przejść się wąskimi ścieżkami wyobraźni, bez oglądania się za siebie, bez czytania po raz enty każdego słowa, bez sprawdzania, czy dobrze i poprawnie, czy nikogo nie urazi i czy się spodoba temu czy owemu.
Kobieta taka zapewne założyłaby sobie anonimowe konto gdzieś w sieci i zaczęła pisać.
A czy chciałaby koniecznie, żeby ktoś to przeczytał?
To zależy, jak silna byłaby jej potrzeba akceptacji.
Dajmy na to, że byłaby średnio silna albo żadna.
Wtedy kobieta pisałaby niezależnie od tego, czy ktoś przyjdzie, wejdzie i przeczyta.
Po prostu kiedy tylko miałaby ochotę, siadałaby i pisała.
I tak właśnie teraz zrobię.
Usiądę i napiszę.
Jak ona.
Kobieta z klasą.
Czy kiedyś ktoś dowie się, kim ona jest?
Nikt tego nie wie.
Wiadomo jedynie, że pochodzi z planety Ziemia, chyba trzeciej planety od Słońca w Układzie Słonecznym, chwila lepiej sprawdzę, zanim się skompromituję. Niestety, moja wiedza była dość słaba, musiałam się poprawić. Grunt to Wikipedia.
Aha, jedno zatem już wiemy o Nieznajomej.
Nie zna się na gwiazdach. Czyli nie jest na pewno astronomem. Ani nawet astrologiem!
A póki co kobieta nieznajoma zakończy na tym dzisiejsze pisanie i pójdzie się czymś zająć.
Jeszcze do końca nie wiem, czym, więc nie napiszę.
Póki co zapiszę, opublikuję i pójdę zrobić coś dobrego dla siebie.
czwartek, 24 maja 2012
piątek, 11 maja 2012
Płaszczyzny
Tak się składa, że obie Autorki tego bloga prowadzą intensywne życie, pełne obowiązków pary
Fire Women strasznie zapracowana, a i mnie wciągnęło życie codzienne na dobre.
Jednak założenie bloga to jak wznowienie nowego życia, które jest, powiada swoją historię i nabiera życia z każdym słowem, postem i każdym komentarzem.
Ten blog nie zasilany słowem stał się skarłowaciały i opuszczony, stał sobie gdzieś samotnie z daleka od głównego nurtu życia, nawet tego wirtualnego.
Nic mu się nie udawało, bo był zbyt słaby, a Autorki zbyt zajęte swoimi sprawami, żeby go karmić swoją energią.
Aż popadł w śpiączkę, z której nie chciał go obudzić żaden królewicz.
Nadal jeszcze jest bardzo osłabiony i niemal bezsilny, ale teraz jego serce wyszło z hibernacji i znów żyje.
Chwilowo nie mam pomysłu na komentowanie na Waszych blogach, ale być może i na to przyjdzie czas.
Póki co ozdrawiam Was po prostu :)
Fire Women strasznie zapracowana, a i mnie wciągnęło życie codzienne na dobre.
Jednak założenie bloga to jak wznowienie nowego życia, które jest, powiada swoją historię i nabiera życia z każdym słowem, postem i każdym komentarzem.
Ten blog nie zasilany słowem stał się skarłowaciały i opuszczony, stał sobie gdzieś samotnie z daleka od głównego nurtu życia, nawet tego wirtualnego.
Nic mu się nie udawało, bo był zbyt słaby, a Autorki zbyt zajęte swoimi sprawami, żeby go karmić swoją energią.
Aż popadł w śpiączkę, z której nie chciał go obudzić żaden królewicz.
Nadal jeszcze jest bardzo osłabiony i niemal bezsilny, ale teraz jego serce wyszło z hibernacji i znów żyje.
Chwilowo nie mam pomysłu na komentowanie na Waszych blogach, ale być może i na to przyjdzie czas.
Póki co ozdrawiam Was po prostu :)
czwartek, 3 maja 2012
Post już nie na smutno
Posty na smutno nie mają sensu, dlatego go skasowałam :)
Na szczęście chyba nikt nie zdążył przeczytać, zatem nic się nie stało.
Mnie przeszło, emocje się uspokoiły, a sprawy ułożyły.
I tyle.
Pozdrawiam, jeśli jednak mimo zapuszczenia tego bloga ktokolwiek na niego jeszcze zajrzy!
Na szczęście chyba nikt nie zdążył przeczytać, zatem nic się nie stało.
Mnie przeszło, emocje się uspokoiły, a sprawy ułożyły.
I tyle.
Pozdrawiam, jeśli jednak mimo zapuszczenia tego bloga ktokolwiek na niego jeszcze zajrzy!
piątek, 9 września 2011
pracuś :-)
Zakładając firmę nie sądziłam że padnę rażona plaga pracoholizmu, jak widać nie jestem odporna na chorobę pod tytułem pracuś :-)
Nie żebym narzekała, co to to nie, ale chyba z przemęczenia lub ze zbyt dużej dozy zaufania jaka miałam do jednego pracownika mam teraz lekki problem, nadmiar towaru, to tak w skrócie.
Wiem że to mój i tylko mój błąd, bo zbytnio zaufałam, oczywiście wyjdę z tego, już powoli sprawa się klaruje, ale niesmak pozostanie długo.
Ostatnio w ogóle mam jakieś problemy z komunikacją na lini pracodawca-pracownik. Jestem bardzo wymagająca od siebie i od pracowników też i tu jest problem, oni tak poważnie i profesjonalnie nie podchodzą do pracy. To ja swoją firmą i nazwiskiem poręczam wykonanie pracy a oni czyli pracownicy to zlewaja, potem muszę na nich krzyczeć inna forma komunikacji nie skutkuje, ta z resztą tez nie za bardzo. Nie wiem co jest z tymi facetami ????
Czy to przez wrodzone niechlujstwo czy dlatego że jestem kobietą ???
Może mam pecha do pracowników, nie wrzucam wszystkich facetów do jednego worka, mój osobisty facet jest zupełnie inny, jak mu coś mówię to słucha i robi tak jak ja chcę, czyli można, prawda ?
Dziś znowu musze się po nich przejechać i juz mnie boli głowa na samą myśl o tym.
Dobrze że weekend za pasem, mam nadzieję się zrelaksować z osobistym facetem i na chwilkę choć odpocząc od pracy, czego i wam życzę.
Nie żebym narzekała, co to to nie, ale chyba z przemęczenia lub ze zbyt dużej dozy zaufania jaka miałam do jednego pracownika mam teraz lekki problem, nadmiar towaru, to tak w skrócie.
Wiem że to mój i tylko mój błąd, bo zbytnio zaufałam, oczywiście wyjdę z tego, już powoli sprawa się klaruje, ale niesmak pozostanie długo.
Ostatnio w ogóle mam jakieś problemy z komunikacją na lini pracodawca-pracownik. Jestem bardzo wymagająca od siebie i od pracowników też i tu jest problem, oni tak poważnie i profesjonalnie nie podchodzą do pracy. To ja swoją firmą i nazwiskiem poręczam wykonanie pracy a oni czyli pracownicy to zlewaja, potem muszę na nich krzyczeć inna forma komunikacji nie skutkuje, ta z resztą tez nie za bardzo. Nie wiem co jest z tymi facetami ????
Czy to przez wrodzone niechlujstwo czy dlatego że jestem kobietą ???
Może mam pecha do pracowników, nie wrzucam wszystkich facetów do jednego worka, mój osobisty facet jest zupełnie inny, jak mu coś mówię to słucha i robi tak jak ja chcę, czyli można, prawda ?
Dziś znowu musze się po nich przejechać i juz mnie boli głowa na samą myśl o tym.
Dobrze że weekend za pasem, mam nadzieję się zrelaksować z osobistym facetem i na chwilkę choć odpocząc od pracy, czego i wam życzę.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
środa, 10 sierpnia 2011
zamieszanie
Mam od kilku dni takie dziwne wrażenie że albo wszystko wokół mnie szaleje albo ja doszłam w moim zyciu do takiego spokojnego miejsca że się dziwię.
Jak przystało na fajna babke mam wokół mnie kilka innych fajnych babek oraz przyjaciółkę tez mam.
Od kilku dni panuje jakaś starszliwa epidemia narzekania na związki damsko-męskie.
Nie żebym była jakoś specjalnie zaskoczona, wszak to normalne miec problemy w związku, tylko czemu teraz u większości moich koleżanek nastał czas rozmyslania czy on jest wart moich starań, czy on jest dobry dla mnie i takie tam.
Nie przepadam za dawaniem tak zwanych dobrych rad bo nimi to podobno jest piekło wyłożone, więc słucham cierpliwie i ze ściśniętym sercem współczuje tym fajnym babkom.
Czasem w tych opowieściach powraca moja przeszłość i wtedy jestem z siebie ogromnie dumna że podjełam decyzję o odejściu i zaczełam nowe zycie.
Ja wiem że każdy musi podjąć decyzję zgodną ze swoim rozumem i sercem a potem przyjąc konsekwencje tych decyzji, wiem że przyjaciele nie są od dawania dobrych rad tylko od wsparcia i wysłuchania szczególnie w takich chwilach, ale nie ma we mnie zgody na to że moim zdanie to kobiety w 90% związków są tą strona która stara się naprawiać, przebacza, tłumaczy, ustępuje, wybieram mniejsze zło, robi wszystko żeby ten związek przetrwał.
Przecież związek to dwie osoby, tak ? To dlaczego do jasnej ciasnej w tym wypadku to nie jest praca zespołowa tylko solówka ?????
A zresztą i tak nie rozwiążę tego problemu tak sobie gdybam.
Jestem teraz w nowym związku, to początek i przyznaję się trochę się zachłysnęłam, początki są zawsze takie, takie cudne.
Dzięki ostatnim wydarzeniom wśród moich koleżanek poczułam kubełek, taki malutki, zimnej wody na głowie. To dobrze bo zaczełam popadać w zachwyt jaki to ten mój facet jest cudny.
One mi przypomniały że związek ma też gorsze dni.
Morał jest taki :
one się obronią bo to fajne babki są, zawsze sobie radziły,
a ja będę ostrożniejsza w tym nowym związku.
ps. znowu leje, dawno nie padało hehhehehheheheh
Jak przystało na fajna babke mam wokół mnie kilka innych fajnych babek oraz przyjaciółkę tez mam.
Od kilku dni panuje jakaś starszliwa epidemia narzekania na związki damsko-męskie.
Nie żebym była jakoś specjalnie zaskoczona, wszak to normalne miec problemy w związku, tylko czemu teraz u większości moich koleżanek nastał czas rozmyslania czy on jest wart moich starań, czy on jest dobry dla mnie i takie tam.
Nie przepadam za dawaniem tak zwanych dobrych rad bo nimi to podobno jest piekło wyłożone, więc słucham cierpliwie i ze ściśniętym sercem współczuje tym fajnym babkom.
Czasem w tych opowieściach powraca moja przeszłość i wtedy jestem z siebie ogromnie dumna że podjełam decyzję o odejściu i zaczełam nowe zycie.
Ja wiem że każdy musi podjąć decyzję zgodną ze swoim rozumem i sercem a potem przyjąc konsekwencje tych decyzji, wiem że przyjaciele nie są od dawania dobrych rad tylko od wsparcia i wysłuchania szczególnie w takich chwilach, ale nie ma we mnie zgody na to że moim zdanie to kobiety w 90% związków są tą strona która stara się naprawiać, przebacza, tłumaczy, ustępuje, wybieram mniejsze zło, robi wszystko żeby ten związek przetrwał.
Przecież związek to dwie osoby, tak ? To dlaczego do jasnej ciasnej w tym wypadku to nie jest praca zespołowa tylko solówka ?????
A zresztą i tak nie rozwiążę tego problemu tak sobie gdybam.
Jestem teraz w nowym związku, to początek i przyznaję się trochę się zachłysnęłam, początki są zawsze takie, takie cudne.
Dzięki ostatnim wydarzeniom wśród moich koleżanek poczułam kubełek, taki malutki, zimnej wody na głowie. To dobrze bo zaczełam popadać w zachwyt jaki to ten mój facet jest cudny.
One mi przypomniały że związek ma też gorsze dni.
Morał jest taki :
one się obronią bo to fajne babki są, zawsze sobie radziły,
a ja będę ostrożniejsza w tym nowym związku.
ps. znowu leje, dawno nie padało hehhehehheheheh
sobota, 30 lipca 2011
fotki z wakacji
Oto kilka fotek z moich wakacji, zrobiłam ich kilka setek, ale nie pokażę Wam wszystkich tylko parę wybranych.
To ciemne zdjęcie to Florencja nocą, taki miałam widok z tarasu, no i oczywiście basen i kilka miłych dla oka widoczków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Etykiety
- na luzie (19)
- widoczki (15)
- wnętrze (10)
- wolna (10)
- uczucia (9)
- uroki (9)
- obowiązki (7)
- fire woman (5)
- jesień (2)
- ciało (1)
- dialogi z fire woman (1)
- dialogi z nieznajomą (1)
- dobranocki dla dorosłych (1)
- matka z córką (1)
- nieznajoma (1)
- słowa (1)